piątek, 6 września 2013

Gruzja 12_Tibilisi - pożeganie

Ostatni dzień przed wylotem spędzamy w Tibilisi, ostatnią noc w doskonale już nam znanym hotelu "Golden Town", tak aby w bardziej cywilizowanych warunkach się ogarnąć i nie wyglądać w samolocie jak jacyś włóczędzy, choć po części kolejnej nocy spędzonej na lotnisku udało nam się to conajwyżej częściowo (wylot mieliśmy o czwartej rano, na lotnisku mieliśmy być koło trzeciej, to już nam się nie opłaciło brać nocy w hotelu, po to żeby po drugiej w nocy jechać taksą na lotnisko. Pojechaliśmy na lotnisko późnym wieczorem, trochę pospaliśmy na znanej nam już "zielonej trawce" pod schodami ruchomymi.
No ale jeszcze ten ostatni dzień Tibilisi, który spędziliśmy włócząc się po prostu po mieście, odwiedzając niektóre znane nam już miejsca oraz nowe.
Jak ja nie lubię jak wyjazdy się kończą..., jeszcze człowiek jest daleko, ale już coraz natrętniej w głowie pojawiają się myśli o wszystkich sprawach do załatwienia, które czekają odłogiem na miejscu...












Gruzja 11_Mtsheta












Gruzja 10_Annanuri

Do Annanuri dojechaliśmy z pod Kazbegi stopem, bez problemu, jechaliśmy czterema samochodami, bo co chwila wysiadaliśmy gdzieś po drodze zobaczyć co tam jest ciekawego i potem łapaliśmy kolejnego stopa. Każdym z nich mogliśmy dojechać do samego Tibilisi, ale mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc nie spieszyliśmy się.
Jedną noc spędziliśmy "pod mostem", organizując wraz z kilkunastoma innymi osobami samozwańcze pole campingowe, na które też zleciały się psy z całej wioski, bo jedna mała suczka chyba miała cieczkę, my chcieliśmy jej pomóc, odganiając od niej stada psów, a sunia  we wdzięczności za okazaną pomoc nie chciała nas opuścić i poszła z nami do miejsca rozbicia namiotów, oczywiście wszystkie psy przybiegły za nią i zostały z nami na campingu....

Śmiesznie musiała wyglądać kilkunastoosobowa ekipa, z plecakami, z całym stadem psów. Psy konkurując o względy suni, podgryzały się nawzajem.  Jedna przestraszona pani wołała nawet: "Eto wasze sabaki?".


Tu jechaliśmy na pace busa z arbuzami i skrzynkami orzechów laskowych.



A tutaj nasz nocleg na polanie "pod mostem", w którym udział brali: nasza dwójka z Polski, czteroosobowa rodzina z pod Warszawy, Irańczyk z Teheranu podróżujący rowerem, oraz grupa Czechów.





Gruzja 9_Juta